Lubuskie szynobusy znów zawiodły. Awaryjność taboru sparaliżowała regionalne połączenia
Na linii 203 z Kostrzyna przez Gorzów do Krzyża jednego dnia odwołano 17 z 19 par pociągów, a to nie był efekt samej pogody. Oficjalne dokumenty pokazują, że lubuskie szynobusy od miesięcy pracują na granicy możliwości, a fala upałów tylko odsłoniła skalę kryzysu w regionalnym taborze.
Paraliż na linii 203 i skasowane kursy
Najtrudniejsza sytuacja dotyczyła połączeń na trasie Kostrzyn – Gorzów – Krzyż. W poniedziałek do prawidłowej obsługi tej linii potrzebnych było pięć spalinowych zespołów trakcyjnych, tymczasem sprawny był tylko jeden pojazd. W praktyce oznaczało to masowe odwołania i konieczność doraźnego ratowania rozkładu starszymi jednostkami SA139 (Link), które są dziś wykorzystywane niemal do granic wytrzymałości.
Problemy nie ograniczyły się wyłącznie do tej relacji. W kierunku Zbąszynka i Zielonej Góry uruchomiono tylko połowę z 7 par połączeń regionalnych. Pierwszy poranny pociąg do Zielonej Góry dojechał do celu, ale z powodu awarii nie wrócił już w drogę powrotną. W Międzyrzeczu ruch w kierunku Gorzowa zatrzymał się już o 6:02 rano i nie został wznowiony tego dnia.
Kolejny dzień bez poprawy i autobusy zastępcze
We wtorek, 30 czerwca 2026 roku, sytuacja powtórzyła się niemal bez zmian. Do 14:00 w stronę Zielonej Góry odwołano wszystkie kursy, a pasażerom pozostawiono jedynie autobusy komunikacji zastępczej. Te, zamiast zapewnić sprawny dojazd, wydłużały podróż, bo kursowały po lokalnych drogach i zatrzymywały się na kolejnych dworcach.
W efekcie podróżni musieli liczyć się nie tylko z odwołaniami, ale też z brakiem bieżącej informacji ze strony przewoźnika. Dla wielu osób oznaczało to wielogodzinne oczekiwanie na stacjach i przesiadki, które mocno rozbijały codzienny rytm dojazdów do pracy, szkoły i urzędów.
Dokumenty pokazują długą listę awarii
Urzędowe pisma Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubuskiego i POLREGIO pokazują, że obecne problemy nie wzięły się z jednego gorącego dnia. To efekt długiej serii awarii pojazdów, które miały być filarem regionalnych połączeń. Wśród najbardziej problematycznych jednostek znalazły się składy serii SA95 oraz nowe hybrydy 227M i 228M.
Lista usterek jest długa i obejmuje zarówno poważne problemy mechaniczne, jak i awarie układów elektrycznych czy osprzętu. Z dokumentów wynika, że część pojazdów przez wiele miesięcy pozostawała poza ruchem, a kolejne naprawy przesuwały ich powrót na linię. W praktyce oznaczało to, że gdy pojawiał się kolejny problem, przewoźnik nie miał już żadnej realnej rezerwy taborowej.
- SA95-001 przez niemal pół roku pozostawał w naprawie układu chłodzenia silnika; od 12 marca do 5 września 2025 roku pojazd nie był dostępny.
- W styczniu 2026 roku wykryto wycieki oleju z obu silników MAN i z przekładni osiowych, a od 19 stycznia 2026 roku skład czekał na wymianę kół.
- SA95-002 po awarii kontenera falownika Medcom w październiku 2025 roku wrócił tylko na chwilę; po kilku dniach zaczął samoczynnie hamować, a wciąż nie był gotowy do ruchu pod koniec czerwca.
- 228M-001 miał opiłki żelaza w filtrze oleju, uszkodzony rozrusznik, problemy z falownikami, pęknięte koło zamachowe i awarię wycieraczek, po czym trafił do siedziby producenta.
- 227M-001 od lutego do czerwca 2026 roku notorycznie gasł w czasie jazdy lub po uruchomieniu, a do tego uszkadzały się w nim przetwornice, falowniki i czujki przeciwpożarowe.
Spór o odpowiedzialność i brak drogi wyjścia
Z oficjalnych pism wynika, że Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego wskazuje na podział ról: sam jest właścicielem taboru, ale za stan techniczny, utrzymanie i bieżącą eksploatację odpowiada POLREGIO SA. Jednocześnie województwo chciało zlecić niezależne ekspertyzy techniczne pojazdów 227M i 228M, by ustalić źródło problemów i rozliczyć koszty napraw układów paliwowych.
Na razie do takich badań nie doszło. Jak wynika z dokumentów z 30 czerwca 2026 roku, POLREGIO nie zaakceptowało jeszcze zakresu ekspertyz ani warunków trójstronnego porozumienia z producentem. To oznacza dalszy formalny pat, w którym nikt nie bierze pełnej odpowiedzialności, a pasażerowie dalej muszą liczyć się z kolejnymi odwołaniami i opóźnieniami.
Kontekst lokalny jest prosty: dla mieszkańców Gorzowa, Kostrzyna, Międzyrzecza, Zbąszynka i Zielonej Góry kolej regionalna to nie dodatek, lecz codzienny środek transportu do pracy, szkół, lekarzy i urzędów. Gdy tabor się sypie, skutki odczuwa cały region - od porannych dojazdów po planowanie powrotów wieczorem.
Co dalej z lubuską koleją regionalną
Najgorszy moment w opisywanym kryzysie miał minąć, bo w poniedziałek, 6 lipca 2026 roku, na trasie z Kostrzyna do Krzyża przez Gorzów nie było już odwołanych pociągów. Problem pozostaje jednak otwarty: dokumenty pokazują, że źródło kłopotów nie zostało usunięte, a tabor wciąż jest podatny na kolejne awarie.
To oznacza, że uspokojenie sytuacji może być jedynie chwilowe. Bez sprawnych rezerw, bez rozstrzygnięcia sporu o odpowiedzialność i bez zakończenia badań technicznych region nadal pozostaje narażony na powtórkę z letniego paraliżu.
Informacje przekazały Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego oraz POLREGIO SA.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!