Wtorek, 30 czerwca 2026
Imieniny: Emilia, Lucyna, Rajmund

Kolej w Gorzowie stanęła: z 49 kursów ruszyło 11. Kryzys taborowy trwa drugi dzień

Perony pełne ludzi, tablice odjazdów coraz bardziej puste, a plan dnia rozsypany w kilka minut - tak dla wielu mieszkańców wyglądał poniedziałek w Gorzowie Wielkopolskim. Z danych zebranych przez stowarzyszenie komunikacja.org wynika, że z 49 pociągów zaplanowanych tego dnia w rozkładzie (które miały wyjechać lub przejechać przez stację Gorzów Wielkopolski) na tory wyjechało zaledwie 11. Reszta połączeń została odwołana, a pasażerowie musieli szukać dojazdów na własną rękę lub czekać na rozwiązania zastępcze.

Poniedziałek: lista nielicznych pociągów, które faktycznie pojechały

Wśród kursów, które ostatecznie zrealizowano, znalazły się pojedyncze pociągi regionalne i dalekobieżne. Rano z Gorzowa wyruszył Regio o 5:16 do Zielonej Góry, a o 6:27 odjechał pociąg z Kostrzyna do Poznania (zaledwie 3 minuty spóźnienia). W ciągu dnia odprawiono też wybrane składy PKP Intercity do Poznania, pociąg Regio do Kostrzyna oraz wieczorne połączenia Intercity w stronę Jarocina. Dobę zamknął kurs Regio do Kostrzyna o 22:35.

  • Regio 5:16 do Zielonej Góry
  • 6:27 z Kostrzyna do Poznania (opóźnienie 3 minuty)
  • PKP Intercity do Poznania: 7:54, 11:52, 15:05
  • Regio do Kostrzyna: 13:28 oraz 22:35
  • Regio do Poznania: 16:44
  • PKP Intercity do Jarocina: 18:23 i 19:47

To jednak tylko wycinek tego, co powinno było wydarzyć się na gorzowskim dworcu. Pozostałe kursy zniknęły z tablic, a podróżni - szczególnie do mniejszych miejscowości - zostali z problemem, którego nie da się rozwiązać jednym telefonem czy szybkim przesiadaniem się w innym węźle.

Linia 203 Kostrzyn – Gorzów – Krzyż: jeden sprawny pojazd na cały dzień

Najbardziej dotkliwe skutki odwołań odczuli pasażerowie na linii kolejowej numer 203, łączącej Kostrzyn przez Gorzów z Krzyżem. W poniedziałek w relacji z Kostrzyna w kierunku Gorzowa i Krzyża udało się odprawić tylko dwa kursy - były to pociągi „wydłużone” w stronę Poznania. W praktyce oznaczało to, że 17 z 19 par pociągów Polregio zaplanowanych na tej trasie nie pojawiło się na szlaku w ogóle.

Kluczowym problemem okazał się brak sprawnego taboru. Do obsługi tej trasy zgodnie z rozkładem Polregio potrzebuje pięciu spalinowych zespołów trakcyjnych. Tymczasem w poniedziałek gotowy do jazdy był tylko jeden pojazd. Skala ograniczeń stała się więc nie tylko kwestią opóźnień czy pojedynczych awarii, ale faktycznego braku pociągów, które mogłyby wyjechać na tory.

Międzyrzecz bez pociągów po 6:02. Trasa na Zbąszynek i Zieloną Górę też „przycięta”

Poważne trudności pojawiły się także na kierunku Zbąszynek – Zielona Góra. Zwykle kursuje tam dziewięć par pociągów, w tym siedem par regionalnych i dwie pary dalekobieżnych. W poniedziałek wyjechała jedynie połowa. Pierwszy poranny pociąg do Zielonej Góry dojechał do celu, ale awaria sprawiła, że nie był w stanie wrócić w kursie powrotnym.

To uderzyło przede wszystkim w mniejsze miasta. W Międzyrzeczu ostatni pociąg pasażerski w stronę Gorzowa odjechał o 6:02, a później - przez resztę dnia - ruch pasażerski na tym kierunku zamarł. Dla wielu osób oznaczało to zerwane przesiadki, niemożność dojazdu do pracy, lekarza czy urzędu oraz konieczność szukania komunikacji drogowej tam, gdzie kolej zwykle była podstawą codziennego dojazdu.

Wtorek 30 czerwca: kolejne odwołania, a na Zieloną Górę do 14:00 nie pojechało nic

Po poniedziałkowych wydarzeniach część pasażerów liczyła, że sytuacja szybko wróci do normy. Jednak we wtorek 30 czerwca, według stanu na godzinę 14:00, problemy taborowe wciąż paraliżowały połączenia.

W kierunku Krzyża z gorzowskiego dworca odwołano kursy zaplanowane na 7:33, 9:42, 12:57 oraz 13:43. Jeszcze dłuższa była lista skreśleń na trasie do Kostrzyna: nie odjechały pociągi o 6:06, 7:13, 9:56, 10:56, 12:26, a także po południu o 15:24 i 17:33.

„Tragedia z tymi pociągami Polregio. Chaos na dworcu potęgował kompletny brak rzetelnych komunikatów ze strony przewoźnika. Ludzie czekają na jakikolwiek autobus, zero informacji. Ostatecznie nie wyjechałem nigdzie, pocałowałem tylko tory na peronie”.

pan Krzysztof, pasażer

Najbardziej jednoznaczny komunikat dla podróżnych we wtorek brzmiał: w kierunku Zielonej Góry do godziny 14:00 odwołano wszystko. Dwa pociągi poranne nie wyjechały w ogóle, a trzy składy popołudniowe wycofano z ruchu na kluczowym odcinku od stacji Gorzów Wielkopolski do stacji Zbąszynek. Pasażerom pozostawała przesiadka do autobusowej komunikacji zastępczej.

Problemy dotknęły też dalekobieżne. W tle ratują sytuację czerwone SD85

Zamieszanie nie ominęło również połączeń dalekobieżnych, które dla części osób są „planem B” w razie kłopotów z regionalnymi. W poniedziałek poranny pociąg TLK Krajna relacji Gorzów Wielkopolski – Gdynia Główna został skrócony i dojechał jedynie do Piły Głównej.

We wtorek sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej: TLK Krajna odwołano na odcinku od Gorzowa do stacji Gdynia Postojowa, a pasażerów przewieziono autobusem. Podobny scenariusz dotyczył porannego pociągu IC Lubuszanin oraz składu IC Strzelecki jadącego w kierunku Warszawy - oba we wtorek nie pojechały na odcinku z Gorzowa Wielkopolskiego do Zbąszynka, a przewoźnik uruchomił na tym fragmencie autobusową komunikację zastępczą.

W tej sytuacji względnie regularnym punktem dnia stały się charakterystyczne czerwone pociągi SD85 należące do operatora SKPL, realizującego przewozy na rzecz PKP Intercity. Choć - ze względu na ogólne utrudnienia i krzyżowania składów - również łapią opóźnienia, to jako jedne z nielicznych regularnie podjeżdżają pod perony w Gorzowie.

Autobusy zastępcze: formalnie „zamiast”, w praktyce znacznie dłużej

Dla pasażerów decyzja o odwołaniu pociągu i podstawieniu autobusu oznacza nie tylko dyskomfort, ale przede wszystkim zmianę czasu podróży i logistyki całego dnia. Autobusowa komunikacja zastępcza nie jedzie prostą trasą szybkiego ruchu - ma obowiązek obsłużyć kolejne stacje i przystanki na zablokowanym odcinku. W efekcie przejazd lokalnymi drogami między małymi miejscowościami potrafi zamienić zwykły dojazd w wielogodzinną wyprawę, zwłaszcza gdy dodatkowo brakuje jasnych informacji na dworcu.

Po dwóch dniach widać, że problem nie jest incydentem jednego poranka, lecz kryzysem, który realnie ogranicza mobilność w Gorzowie Wielkopolskim i całym regionie. Pasażerowie oczekują dziś przede wszystkim dwóch rzeczy: dostępnego taboru oraz czytelnej, rzetelnej informacji, co faktycznie jedzie, a co nie ma szans pojawić się na torach.

Źródło: zobacz oryginał

Zgłoś poprawkę do redakcji

Jeśli zauważyłeś błąd merytoryczny, nieścisłość lub chcesz sprostować informację — napisz do nas. Twoje zgłoszenie trafi bezpośrednio do redakcji.

Odpiszemy na podany adres e-mail.
KJ

Katarzyna Jurewicz

Opisuje gorzowskie drogi i komunikację, a także inicjatywy mieszkańców - praktycznie, blisko ludzi i bez zbędnych emocji.

Więcej artykułów →

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!