Referendum w Gorzowie. Radny Kaczanowski apeluje o jedność, opozycja mówi o kryzysie zaufania
W maju na sesję Rady Miasta Gorzowa wkroczyli mieszkańcy z transparentami nawiązującymi do kultowych filmów Stanisława Barei. Hasła „Zmora znad Misia, zmorą Gorzowa” i „Wszyscy jesteście parufko rzercy” były prześmiewcze, ale to jeden napis wywołał największe polityczne trzęsienie: „referendum”. Od tamtej pory w mieście lawinowo narasta konflikt między częścią samorządowców a grupą obywateli, którzy domagają się odwołania prezydenta Jacka Wójcickiego i całej Rady Miasta. W tle jest afera dotycząca fałszywych adresów radnych, śledztwo przeniesione do Koszalina oraz nagłe rezygnacje dwóch rajców.
Protest, transparenty i pierwsze polityczne starcie
Pomysł referendum pojawił się w atmosferze narastającego niezadowolenia. W maju na sali obrad pojawiły się banery, które wprost nawiązywały do absurdu z filmów Barei – jeden z nich głosił po prostu „referendum”. Reakcja obozu rządzącego była natychmiastowa. Maciej Buszkiewicz, szef prezydenckiego klubu Gorzów Plus, ostro skrytykował protestujących, twierdząc, że w mieście nie ma żadnych podstaw do organizacji takiego głosowania, a cała akcja to czysto polityczna zagrywka.
Zupełnie inaczej oceniali sytuację radni opozycji. Tomasz Rafalski z Prawa i Sprawiedliwości wskazywał na udane referenda w Krakowie i Zabrzu, podkreślając, że aktywność obywatelska w Gorzowie drastycznie wzrosła, bo większość mieszkańców widzi, że w mieście „nie dzieje się dobrze”. W ten sposób zarysował się wyraźny podział: jedna strona widzi w referendum niepotrzebne zamieszanie, druga – narzędzie demokracji w sytuacji kryzysu zaufania do władz.
Afera adresowa i rezygnacje radnych
Sprawa referendalna nałożyła się na poważne oskarżenia o nieprawidłowości w samorządzie. W maju 2026 roku radny Sebastian Pieńkowski z Konfederacji Korony Polskiej złożył oficjalne zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Gorzowie. Zarzucił grupie radnych zorganizowany proceder składania fałszywych oświadczeń o miejscu zamieszkania oraz wyłudzanie diet. Wskazał konkretne podgorzowskie miejscowości, pod którymi mieli faktycznie przebywać samorządowcy: Karnin, Santocko, Wawrów oraz Chwalęcice.
Aby uniknąć zarzutów o stronniczość, śledztwo przekazano z Prokuratury Rejonowej w Gorzowie do Prokuratury Okręgowej w Koszalinie. W czerwcu swoje zawiadomienie złożyła również Alina Czyżewska. Napięcie w Radzie Miasta stało się na tyle duże, że w międzyczasie ze swoich funkcji zrezygnowało dwóch radnych. Na początku czerwca mandat złożył Ireneusz Zmora z Koalicji Obywatelskiej, a 27 lipca, podczas nadzwyczajnej sesji, rezygnację ogłosił Albert Madej z prezydenckiego klubu Gorzów Plus. Radny otwarcie przyznał, że odchodzi z powodu naruszenia jego dobrego imienia i wiarygodności społecznej.
Radny Kaczanowski: zamiast referendum – zgoda i procedury
W obliczu tych wydarzeń głos zabrał Jan Kaczanowski z klubu Gorzów Plus. Tym razem nie słychać w nim już lekceważenia, jakie padło w maju z ust Macieja Buszkiewicza. Kaczanowski zaczął przekonywać, że mieszkańcy mają realny wpływ na decyzje urzędników – o ile zgłoszą się odpowiednio wcześnie.
Mieszkańcy mają wpływ na to co się dzieje w mieście poprzez wybranych swoich radnych. Ja wprowadziłem jeszcze kilka lat temu, że mieszkańcy również mogą przychodzić na sesję Rady Miasta i jeśli chcą zabrać głos, to trzy dni wcześniej muszą się zgłosić w jakim temacie, tak aby służby prezydenta Wójcickiego mogły się przygotować do tego merytorycznie.
Jan Kaczanowski, radny klubu Gorzów Plus
Następnie radny przeszedł do otwartego zniechęcania komitetu referendalnego, zasłaniając się skomplikowaną procedurą. Przypomniał, że do końca kadencji zostały dwa lata, a zebranie ponad 10 tysięcy podpisów to nie lada wyczyn. Argumentował też, że w obliczu globalnego kryzysu i niepewnej sytuacji na świecie mieszkańcy powinni się jednoczyć, a nie szukać „niepotrzebnej motyki”.
Ja twierdzę, patrząc na to, co dzieje się wokół nas na świecie, my powinniśmy się bardziej po prostu jednoczyć w tym niespokojnym świecie, w którym przyszło nam naprawdę żyć. Trzymajmy się razem, niestety nie wiadomo, co może się jutro wydarzyć i lepiej zachodźmy do siebie z taką przyjacielską, wyciągniętą dłonią, aniżeli szukać jakiejś niepotrzebnej motyki.
Jan Kaczanowski, radny klubu Gorzów Plus
Ta wypowiedź spotkała się z mieszanymi reakcjami – część mieszkańców uznała ją za próbę uśpienia czujności, inni docenili ton pojednawczy. Nie zmienia to jednak faktu, że komitet referendalny przygotowuje się do formalnego rozpoczęcia procedury.
Co dalej? Harmonogram referendum w Gorzowie
Oficjalne pismo komitetu, reprezentowanego przez pełnomocnika Tomasza Stefaniaka, ma trafić do komisarza wyborczego pod koniec sierpnia. Po wakacjach ma rozpocząć się oficjalna zbiórka podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Jacka Wójcickiego oraz gorzowskiej Rady Miasta. Organizatorzy będą mieć 60 dni na zebranie głosów poparcia. Ich cel to około 13 tysięcy podpisów mieszkańców Gorzowa.
Kontekst dla społeczności: Sprawa referendalna wykracza poza polityczne przepychanki. Dotyka fundamentów zaufania obywateli do samorządu. Afera z adresami radnych i nagłe rezygnacje dwóch osób osłabiają wiarygodność całej Rady Miasta. Decyzja, czy Gorzów pójdzie śladem Krakowa i Zabrza, będzie testem dla lokalnej demokracji i realnego wpływu mieszkańców na to, kto i jak rządzi miastem.
Najbliższe tygodnie pokażą, czy apel radnego Kaczanowskiego o jedność i wyciągniętą dłoń przekona niezdecydowanych, czy też komitet referendalny zdoła zebrać wymaganą liczbę podpisów i doprowadzić do głosowania. Jeśli procedura ruszy pełną parą, Gorzów może stanąć przed pierwszą w swojej historii próbą odwołania władz w drodze referendum.
Źródło: Informacje zebrano na podstawie materiałów Radia Gorzów, dokumentów komitetu referendalnego oraz oświadczeń radnych.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!